U wrót Hadesu

Autor: Damian Skawiński, Gatunek: Proza, Dodano: 27 stycznia 2012, 22:05:29, Tagi:  Wielkie miasto nowoczesność bieda smutek ubóstwo pośpiech

Miasto tętniło życiem. Ludzie śpieszyli się.

Tabuny sunęły przed siebie bez opamiętania przy fugowym akompaniamencie dzwonków telefonów komórkowych  i wyrzucanych do koszy kubków z niedopitą kawą. Jedni w jedną stronę, drudzy naprzeciw. Lecz nie wpadali na siebie. Mijali się tak, jak mija się pokrzywę, czy inną księżną podrażnień. Horyzont chodnika kończył się (dla niektórych zaczynał) wraz z przejściem podziemnym, które każde z nich musiał pokonać, by móc kontynuować drogę.

W ginącym w czeluściach tłumu podziemiu był on. Powoli, zagubiony przedzierał się przez ludzką dżunglę. Ręce schowane głęboko w kieszeniach kurtki, wzrok wbity w ziemię, niczym wojenny topór między nim, a resztą otoczenia. Przestraszony wielkim miastem i setkami, tysiącami ludzi, pędzących wokół niego – każdy do swej małej Itaki. Chciał czym prędzej dotrzeć na dworzec i uciec stąd. Ale aby to zrobić, musiał tak jak inni przejść podziemnym chodnikiem.

Niesiony pędem pośpiechu tłum błyskawicznie pokonywał najpierw schody w dół, potem kilkanaście metrów posadzki, by ujrzeć światło wyjścia. On był już przy schodach. Wczesne słońce zdążyło opatulić już jego tułów. Nagle zwolnił. Zamarł.

Młoda kobieta trzymająca na ręku niemowlę. Ciemne, długie włosy opadały na jej twarz, dając schronienie oczom, które jednak co i rusz próbowały oswobodzić siebie i śpiące w nich łzy, które zaczynały się budzić. Jej sine oblicze i brudne ubranko dziecka krzyczały bezradnością, której wtórował przezroczysty, plastikowy kubek z kilkoma monetami w środku. Leżał tuż obok, ale jakby w oddali. Mimo wartości, jaką miał, kobieta nie zwracała na niego uwagi, skupiona na dziecku.

On patrzył, nie mogąc się ruszyć. Z letargu nie potrafił go wybić nawet trącający go co chwilę tłum. W końcu oprzytomniał. Postanowił uciec i nie oglądać dłużej tego widoku. Minął kobietę, pokonał resztę schodowych stopni i znalazł się ponownie na chodniku. Poczuł nagle coś dziwnego. Każdy kolejny krok wzbudzał w nim narastającą rozpacz pomieszaną z przeczuciem, że jeśli się nie zatrzyma i nie zawróci, spotka go coś złego. Odwrócił się. Stał tak dłuższą chwilę, wpatrując się w wejście do przejścia. Wszyscy ludzie wokół nagle zniknęli, pozostawiając go sam na sam z sumieniem. Nieznany głos kazał mu ruszyć przed siebie i wrócić w miejsce, gdzie koczowała kobieta. Po chwili był już przy schodach. Pokonał kilka pierwszych, zatrzymując się na wysokości pleców kobiety. Włożył monetę do kubka, i miał już odejść. Nie wierzył jednak w to, co zobaczył. Jeszcze szerzej otworzył oczy, z których pociekły łzy.

Usta dziecka zaciskające się na piersi łapczywie ssały ją. Krople matczynego mleka spływały kącikami ust. Kobieta spokojnie podniosła głowę, spojrzała spod zakrywających oczy włosów i powiedziała „dziękuję”. Wzrok jej zalśnił wdzięcznością i godnością.

Coś wbiło się w jego świadomość. Poczuł się wrogiem tego świata. Zamknął oczy. Sam nie wiedział, jak znalazł się na dworcu, oczekując na peronie na pociąg, który niebawem nadjechał.

A miasto nadal tętniło życiem. Ludzie śpieszyli się. 

 

 

-------------------------------------

Utwór nagrodzony I miejscem w kategorii prozy w IX Ogólnopolskim Konkursie Literackim "Czytamy i piszemy".

Komentarze (14)

  • super

  • Strasznie nieporadne.

  • Zawsze liczę na o wiele bardziej merytoryczne komentarze, ale mimo to dziękuję. Dodam, że jest to jedno z moich pierwszych opowiadań, więc ową "nieporadność" wkalkulowałem na samym początku. Jednakowoż sądzę, że "trening czyni..." może nie mistrza, ale dobrego prozaika.

  • Damianie! W poezji można trafić "szóstkę" przypadkiem, bez specjalnego wysiłku. W prozie jest o wiele trudniej, więc walcz. Powinno być lepiej przy większej dozie samokrytyki. Pozdrawiam!

  • Jestem samokrytyczny, jestem. Wiem, że opowiadanie jest dość mierne, ale jak na początek to nie najgorzej. A co do "szóstki", to kupon trzyma w dębowej trumnie Hłasko. Również pięknie pozdrawiam

  • Przeczytałem i się zmęczyłem. Patetyczne, przepoetyzowane, przekombinowane, przesadzone, jeśli chodzi o same frazy i wyrazy. Za dużo i za ciężko. Nie ma swobody, nie czuć autentyzmu w tym opowiadanku. Te długaśne zdania wcale go nie upiększają, wręcz przeciwnie - powodują, że wrażenie niezgrabności i nieporadności nie schodzi z moich ust. Znowu - pomysł był. Ale wykonanie - archaiczne po prostu. Za mało świeżości i nowatorstwa, za dużo "kleju" (moje dziwactwo, wiem), który owszem skleja to w całość, ale wygląda to brzydko, nieestetycznie. Widzę informację, że zostało nagrodzone. Widocznie ktoś miał inne zdanie na jego temat, widocznie mu się podobało - i chwała! Mnie się nie podoba i nie przekonuje. Gdyby tak wyglądała cała współczesna proza, nie czytałbym książek.

    Miłego dnia! :)
    Łukasz

  • Całkiem dobry początek przygody z prozą. Poprzednicy wprawdzie mają rację, że styl jest nazbyt patetyczny. Pewnie chciał Pan zbudować nastrój. I ta poetyckość tekstu nawet nie raziłby, gdyby troszkę ją przecedzić, skrócić zdania. Powodzenia! Pozdrawiam!

  • @Łukasz - tekst z początku był reportażem - bowiem i dziennikarstwem się zajmuję. Z czasem jednak uznałem, że warto dokonać konwersji na prozę. Zdaję sobie sprawę, że można by ten tekst jeszcze poprawić, ale nic na siłę. Czasem lepsze wrogiem dobrego. Niech będzie taki, jak go oceniłeś, archaiczny, niezgrabny i Bóg wie jaki. Ja przekazałem nim to, co przekazać chciałem. Może kolejny utwór w kwestii poetyki lepiej skonstruuję?

  • Pani Barbaro - długie zdania w tekście nie są dziełem przypadku, taki był zamysł, choć wiedziałem, że znajdą się krytyce tego konceptu. Oczywiście, proza może i preferuje zdania mniej skomplikowane, aczkolwiek ja osobiście poczułem, że poprzez zdania proste nie uda mi się właściwego, tragikomicznego i paranoicznego z lekka nastroju zbudować.

  • Wie Pan, na własnej skórze dowiedziałam się, że jednak się da. Nie trzeba z tekstu wykreślać ani jednego słowa. Wystarczy przeplatać zdania z równoważnikami. Sama jak wariatka trzymałam się do niedawna przekonanie, że wszystko, co jest między kropkami musi mieć podmiot (zapominałam o domyślnym) i orzeczenie, koniecznie w formie czasownikowej. Język polski dostarcza mnóstwo możliwości manewru.

    • Szel _
    • 28 stycznia 2012, 17:30:18

    tekst wzbudza u mnie zdecydowanie empatie
    i bardzo wzrusza bezradna karmiaca glodna matka
    calosc jest smaczna i dobrze sie ja czyta_ milego Damian:)

  • Na pewno pozmieniam coś, komentarze powyższe odrobinę mnie przekonały. Szkoda, że nie można edytować tekstów :( No ale cóż, jako nowy wstawię kiedyś. Za wszystkie opinie dziękuję uprzejmie

  • Szel: Cieszę się, że zwróciłaś uwagę na to, co i mną wstrząsnęło, gdy to widziałem - bezradność tej matki, a jednocześnie chęć pokazania dziecku, że ma matkę, która kocha

  • Opowiadanie wcale nie jest mierne, to tylko ludzie (krytycy) są zmanierowani, a przynajmniej nieprzyzwoicie wysokie mają wymagania, zwłaszcza w stosunku do co lepszych, bo utalentowanych twórców. Gratuluję opowiadania. Więcej wiary w siebie i pewności.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się